Autysta na obozie narciarskim ?? Czysty kosmos prawda ?? A jednak … znalazł się dobry duch , który wysłuchał naszego szalonego pomysłu i spróbował go zrealizować. Stawiliśmy się wiec w może niezbyt licznym ale za to mocnym składzie, żeby chociaż spróbować. Myślę, że wszyscy rodzice zaburzonych dzieci, a szczególnie Ci którzy z nartami mieli pierwszy kontakt byli obarczeni pewną taką nieśmiałością i czuli, że na dwoje babka wróżyła. Albo odniesiemy totalne zwycięstwo albo spędzimy miło czas w naszym wspólnym towarzystwie udowadniając sobie i innym, że mimo wszystko próbowaliśmy. I jak zwykle nasze dzieci okazały się niesamowite … Nie umniejszając talentowi edukacyjnemu, cierpliwości i wielkiemu ciepłu jakim wykazali się nasi instruktorzy – przy okazji gorąco pozdrawiamy cała ekipę – Pana Janusza , Kubę i Maćka ! – myślę , że to jednak one były siłą sprawczą naszego sukcesu. Bo wbrew wszystkiemu – zaburzeniom sensorycznym , niedoskonałościom motoryki i innym rzeczom o których można by godzinami – nasze dzieci dały radę! Wiadomo, że nie wszystkie od razu , że nie bez oporów i walki ale jednak wszystkie na nartach stanęły , co więcej wszystkie zjechały w dół zbocza udowadniając, że można i że warto próbować – nawet wtedy gdy wydaje się to tylko marzeniem rodziców z wybujałą ambicją. Niektóre okazały się prawdziwymi demonami prędkości bez leku osiągając prawie jednego macha a niektóre wolały asekuracyjny styl „tu dup” ale wszystkie osiągnęły chociaż podstawowy stopień panowania nad nartami. Większość odnalazła wielką przyjemność w użytkowaniu wyciągu i jednym z czynników motywujących do zjechania w dół była chęć ponownego wjechania na górę – ale przecież nie liczy modus operandi a bardziej osiągnięcie ostatecznego celu. A moim zdaniem cel został przynajmniej w fazie pierwotnej osiągnięty. Miejsce wybrane przez organizatora też temu sprzyjało. Łagodna ośla łączka zachęcała żeby chociaż spróbować stawić czoła wyzwaniu. Osoby o większych talentach mogły skorzystać ze znajdujących w bezpośrednim sąsiedztwie stoków o nieco większym stopniu trudności, pozostawiając dzieci pod troskliwym okiem instruktorów. Hotel „Harnaś” okazał się może nie idealnym ale wystarczająco przytulnym miejscem na spędzanie czasu poza stokiem i wieczorne odstresowanie się w miłym jedynym w swoim rodzaju gronie. Moja jedyna poważniejsza krytyczna uwaga może dotyczyć długości trwania całej imprezy – dla mnie o wiele za krótko ! Dzieci zaczęły się dopiero rozkręcać a już trzeba było wyjechać. Być może przydałby się jeden dzień odpoczynku od nart spędzony na podziwianiu piękna zimowego krajobrazu Żywiecczyzny ale na pewno wyjechalibyśmy z mocniej utrwalonymi umiejętnościami gdyby trwało to chociaż 10 dni. Jestem pewna, że większość z nas z ochotą znów spotka się na kolejnym takim obozie aby doszlifować umiejętności.



© 2008-2010 Biuro Turystyczne   Tairon - turnusy rehabilitacyjne


code and design: stelmaszczuk     Ostatnia aktualizacja: 07.04.2010 - 16:39